Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 529 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

cd. sztuki - Progi namiętności...

piątek, 24 września 2010 2:19



 





Akt III , scena I...

 

Wszyscy siedzą nadal przy stole, od czasu do czasu  ktoś wychodzi do łazienki lub kuchni. Wychodzą pierwsi goście.

 

Paulina - To my już pójdziemy, bo Edziu musi jutro wcześnie  wstać, odwozi mamę do Katowic.

Edek - tak , czeka mnie nielada przeprawa. Pożegnamy was ogólnie, żeby się nie przepychać...

Paulina .... Dziękujemy i do widzenia.

Edek - do zobaczenia w tym samym gronie następnym razem.

Mietek  - moglibyście jeszcze posiedzieć z nami ... sapiąc dodaje... no, to strzemiennego albo jak mówią z jednej nogi na drugą i będzie ... bęc albo nie będzie... (Wstaje i nalewa alkohol do kieliszków).

Edek  - Nie... Mieciu... dziękujemy .... Swoje wypiliśmy, a jutro mnie czeka wyjazd, muszę być trzeźwy, dlatego piłem tak mało. 

Paulina - ja też dziękuję , byłoby o jeden kieliszek za dużo i od tego rozbolałaby mnie głowa, a rano trzeba dzieci do szkoły wysłać... wiecie jak to jest.

(Zwraca się do męża, pociągając go za rękę) - Idziemy Edziu.

(Wychodzą, żegnając się z gospodynią) .

Paulina całuje Emilię w policzek i mówi  - Dziękujemy za miłe przyjęcie. Wszystko było pyszne. A najbardziej smakowały mi paszteciki. Były wyśmienite.

Mietek - O... Paulina to  nawet pod koniec stała się rozmowna.

Wychodzi chwiejnym krokiem za nimi do  drzwi i znika na dłuższą chwilę.

Wraca Emilia.

Emilia - Co tak cicho? Może posłuchamy muzyki? (włącza radio)

Iza - Jaka piękna melodia.  Mariusz , pamiętasz? Grali ją co dzień w jadalni, jak byliśmy na wczasach w Niechorzu...

Mariusz - Jak mam nie pamiętać, jak od niej to mi już uszy puchły.... Żeby tak wkoło puszczać jedną i tę samą melodię ... to utrapienie...

Emilia - to ja w takim razie zmienię stacje... ( zamierza to uczynić...)

Mariusz - Zostaw... Milu... niech leci, bo Iza przepada za tą piosenką ... jakoś przecierpię...

-Emilia  - W takim razie niech zostanie... Częstujcie się ... proszę ... Zaraz przyniosę ciasto, które tym razem sama upiekłam i lody ... Najpierw lody...

- Wiesiek - Nie za dużo tego? Objemy się, a rano ciężko będzie wstać...

- Grażyna  - No, pewnie... zwłaszcza tobie będzie ciężko, tyle wypiłeś... Nie pij tyle! Słyszysz, mówię nie pij tyle!

- Wiesiek  - .Mruczy coś pod nosem.. ( niezadowolony ucieka przed spojrzeniem żony i ręką osłania kieliszek.

- Zygmunt  - Wiesiu , tak to jest jak żona parol zagnie... (zwraca się do Grażyny... )

Grażynko... przesadzasz ... nic Wieśkowi nie będzie... zaprawiony w tych bojach... prawda Wiesiu? (nalewa Wiesiowi i sobie kolejną porcję czystej wódki...) Nie ma to jak czysta. Dawniej to się piło spirytus. O tak ... jednym haustem i po krzyku, bo spirytusu nie można pić na raty...

(Żona kopie go pod stołem, więc zwraca się szeptem do niej, ona mu szeptem odpowiada) - A ty... co mnie kopiesz?

- Jadwiga - zachowuj się jakoś... głupoty wygadujesz... nie masz,  czym się chwalić.

- Zygmunt ( mocno wstawiony)  - dobre sobie, małżonka mnie strofuje jak pieska i lekcji dobrego zachowania udziela. Jadziu... a może by i tak tobie kapeczkę ... Czego chcesz? Może likieru?  ( nalewa wszystkim paniom likieru, panom rozlewa piwo i zaczyna opowieść. W tym czasie Emilka wymyka się do kuchni, za nią wychodzi Iza. ...)

- Opowiem Wam, jak toczy się beczka od Humpolca do Pilzna. Od kilkunastu lat

w Humpolca w sierpniu odbywa się festiwal piwa. Byłem, właściwie to byliśmy tam z Jadzią w zeszłym roku. Największą atrakcją jest wtedy zwiedzanie browaru Bernard. Odbywa się tam tradycyjnie karkonoski festiwal piwa w Vrchlabi.

50. edycja odbyła się tam w 2007 roku. Polega to na tym, że poszczególne browary

Prezentują swe wyroby, a goście delektują się ich smakiem i oceniają, bawiąc się przy tym znakomicie. Można wziąć udział w konkursie toczenia beczki. Mówię wam coś niesamowitego. Zabawa z piwem trwa od rana do drugiej w nocy. W jednej miejscowości, bodajże w Chodowej planie na Tachovsku  świętują dzień piwa w ten sposób, że można się w piwie wykąpać.  W skalnej restauracji. Nie wiem, czy wiecie - browar Chodovar posiada piwne łaźnie. W początkach października rozpoczyna się festyn piwa Pilsner Fest w  Pilznie, a to z tej racji, że  w październiku 1842 roku Josef Groll założył produkcję legendarnego Pilsner Urquel . 

- Jadzia - To teraz nie zostaje nic innego,  jak chlup  piwka do dzióbka, zwłaszcza, że gospodarz nam dziś funduje Pilsnera...

- Mariusz - Mnie zastanawia, skąd o tym wszystkim wiesz, Zygmuncie...

- Wiesław - A gdzie w takim razie podział się ten, który nam to piwo postawił... Gdzie jest Mieciu... ?

- Grażyna  - Właśnie ... gdzie Mietek?

- Robert  - Nie ma go, przepadł jak mucha w rosole...W takim razie szukajmy go...(wychodzi z pokoju, po chwili wraca...)

- Znalazłem go, leży w pokoju na łóżku i chrapie. Chcecie posłuchać, jak chrapie? Słychać aż tutaj (wyłącza radio, żeby wszyscy usłyszeli, niemal jednocześnie Lucjan , Iwona i Renata to potwierdzają ...).

- Lucjan , Iwona , Renata... - Tak... Chrapie...

- Renata - I to jak chrapie, prawie jakby strzelała armata...

- Iwona - Niech chrapie, mi to nie przeszkadza.

- Lucjan - miał dziś ciężki dzień to i zasnął ze zmęczenia.

- Iwona  - I od wódki, za dużo wypił, widziałam...

- Wiesław - W końcu przyjęcia nie są codziennością.

- Grażyna  - Powiedział , co wiedział, ten co dzień od kieliszka nie stroni.

- Wiesław - Zaraz ... zaraz... kochana... a widziałaś mnie kiedyś pijanego... powiedz uczciwie, że nie...

- Grażyna (wyraźnie podpita...)... pijaku jeden... a to mało razy byłeś uchlany? Niedawno jak tydzień temu...

( Wiesiek wzrusza ramionami i robi miny ...)

- Jadzia - Wiesiek się nie upija, on tylko lekko popija... nic poza tym...

- Grażyna  - Niech ci będzie, że popija...

Do pokoju wchodzą - Iza z Emilką i podają gościom kawę oraz lody.

- Lucjan  - Teraz to będzie uczta. A propo's piwa. To słyszałem, że Chińczycy również obchodzą święto piwa. Ich festiwal odbywa się w Dalian. Podczas piwnego biesiadowania wypija się ponad 1 800 000 litrów piwa.

- Wiesław - To ci dopiero ucztowanie...


 Koniec sceny pierwszej aktu trzeciego...


Podziel się
oceń
1
2

komentarze (9) | dodaj komentarz

Akt drugi, scena trzecia...

piątek, 14 maja 2010 13:12



 

Akt drugi, scena trzecia.

 

Akt drugi scena trzecia

Gospodyni wnosi nowe potrawy, pomaga jej Beata. Wszyscy lekko na rauszu. Najbardziej „wcięci" to profesor Mietek, Wiesław (lekarz) i Zygmunt (inżynier)  .

 

Mietek - to może jeszcze po jednym... Jadziu, co sobie życzysz?

Jadwiga - Poproszę o wino - wytrawne , to co zawsze...

Mietek - kochana dla ciebie wszystko... ot ... i winko...jakie sobie życzysz.

A inne panie? - Grażynko, co tobie ...?

Grażyna - nalej to , co sobie...

Mietek - a ... to dobre... przynajmniej jedna treściwa jak chłopy! - nalewa...

Izka! Co ?...

Iza - czystą...bo po niej głowa nie boli.

Mietek - O, proszę, widać, że lekarka się odezwała, proszę cię ...bardzo....czysta... czyściutka... lepszej nie znajdziesz...

Iza - dziękuję... tylko jak ja to teraz chwycę? ... z czubkiem nalałeś....

Mietek... a jak miałem nalać? Lubię cię to i masz z czubkiem! Gdybym ciebie nie lubił, to nic byś nie miała. O... moja żona z miską się z kuchni wynurza razem z Beatą.  Pamiętacie była taka piosenka o Beacie.... Jak to było... K...a ... zapomniałem...

Mariusz - Chyba myślisz o Beacie z Albatrosa?

Mietek .... Mam to.... Zaraz wam nastawię .... Oooo!.... Gdzie to jest... ta Beata... już jest.... Posłuchajcie....

Nastawia...



 

Emilka (kładzie miskę z sałatką z łososia na stole) - za dużo masz w czubie mój drogi, opanuj się ... profesorem jesteś ... do diabła, czy stale mam ci o tym przypominać...

Mietek  - Profesorem to jestem na uczelni... zapamiętaj to sobie, a tu jestem Mietek i pan domu... Zapamiętaj to sobie... moja droga dupciu...

Emilia - ... od teraz już nie pijesz... stanowczo za dużo tego wygadujesz. Opamiętaj się!

Wiesław -hm... Emilko... to są tylko żarty... nic więcej... Człowiek musi się kiedyś odprężyć, bo co by to było nic tylko praca i praca ...same kłopoty... kto sobie by z tym poradził? To i pośmiać się potrzeba a i głupotę jakąś powiedzieć. Bo zastanów się , co by to było, gdyby człowiek tylko pracą i zmartwieniami żył? (zwraca się do Mietka...) - Selen...dolej mi jeszcze...

Grażyna do Wieśka - A ty co? Mało ci jeszcze?

Zygmunt - Grażynko,  a ja widzę, że ty więcej od Wieśka...

Grażyna - Że niby co ja? Więcej od Wieśka? Widać , że i tobie się pomieszało.... 

Mietek  ( przerywa dyskusję...) - Renatko... - Tobie... wiem co... Ty preferujesz likierek....

Renata - Jak najbardziej...poproszę ... tylko może nalej mi do tego kieliszka, bo w tym miałam koniaczek...

Zygmunt ....zaraz....zaraz... koniczek....  Może to koń był?

Mietek  - istotnie... koń... z kopytami i dużym zadem! Im większy tym lepszy...Czy nie moje panie? Jak chcecie to ja wam zaraz pokażę, jakiego mam konia!  Łał...Łał...Łał...

(chwyta się za rozporek, chce go otwierać...) Zaraz pokażę jakiego mam ...

Edek - Co ty ...Mietek! Znowu to samo! Już wszyscy widzieli... Już dziś pokazywałeś.... Drugi raz nie zdzierżymy...Opanuj się ! Chwyta profesora z rękę, gdy ten z otwartego rozporka chce ponownie pochwalić się swoim skarbem...

Profesor przytomnieje....

Mietek -Co jest? Co jest grane?

Mariusz - Mecz Polska - Chiny...

Mietek - Co ty powiesz - pierwsze słyszę ... Polska - Chiny...? Może być... A jak stoją?

Zygmunt - Nijak. Leżą....

Mietek z niedowierzaniem ... Leżą? Co ty powiesz? Upili się czy co? Dlaczego oni leżą...

Kto leży ? - Polacy czy Chińczycy? A to gamonie...

Zygmunt - Jedni i drudzy leżą...

Mietek - To co? Co to ma znaczyć, że remis?

Zygmunt - A, no, remis...

Mietek...S........y... nie mogli z kitajcami wygrać? ... Remis ...powiadasz... niech będzie remis....

Mariusz - Mietek , żadnego meczu nie było... to taki kamuflaż.... Zdrowie twojej małżonki i twoje! Sto Lat!!!

Mietek - to co wy mi tu „fanzolicie" .... Mafia się zebrała i „pindoli"... No to wypijmy zdrowie gości! I mojej wielce szanownej małżonki... Emilciu... co tak szepczesz do ucha Wieśkowi? ...Słyszysz, co mówię ? Sto lat dla Ciebie!

Wszyscy śpiewają - Sto lat!

Mietek na chwiejnych nogach -  chodźcie chłopaki pokażę wam moją najnowszą kolekcję motyli...

Wychodzą do drugiego pokoju.

Emilka - A, panie  zapraszam do kuchni, pochwalę się nowym piekarnikiem...

Zostają tylko Grażyna z Jadzią. Palą papierosy.

Grażyna do Jadzi, śmiejąc się...  - Co temu Selenowi dziś tak odbiło?  To by dopiero było, jakby nam pokazał. Wiesz, czekałam na to, bo ciekawa byłam, czy to też się pochwali przed nami....

Jadzia - A to jemu jednemu odbija? Zobacz, jak Zygmunt się kiwa i od rzeczy mi tu do ucha gada, w dodatku co chwilę do łazienki umyka... Też się upił... A Mietek odreagowuje stres. Myślisz, że co ?... Na uczelni tak łatwo? Wcale nie... Jak nie studenci, to profesorowie... Dostaje porządnie po głowie, to i odreagowuje... Nie ma czemu, dziwić się ...Samo życie... Trochę mu odbiło, bo za dużo wypił...

Grażyna - Może i masz rację... To taka ucieczka od rzeczywistości.....

Ale mówią, że co w człowieku naprawdę tkwi, to po pijanemu wyjdzie...

Jadzia - Ani chybi... Masz rację .... Nie inaczej.

 

Koniec aktu drugiego sceny trzeciej...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

...

czwartek, 25 marca 2010 22:42




Najlepsze życzenia świąteczne z okazji Wielkiej Nocy
składa autorka blooga - Krystyna
Na Akt II - scenę trzecią zapraszam po świętach...

"Roses to Remember" Print



pisanki

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

...

sobota, 06 lutego 2010 14:19






Witam szanownych Czytelników - Akt II - scena druga ...
Refleksyjnej lektury...
Przypominam akcja dzieje się podczas imienin w mieszkaniu profesora Mietka...
Typowe czy nietypowe polskie biesiadowanie przy stole...?

W tle muzyka...




Akt drugi, scena druga.


Goście bawią się w najlepsze.

Mietek wychodzi na balkon, przez uchylone drzwi słychać jego głos...


Mietek - O, kurwa, znowu mi te ptaszyska obsrały kwiaty.

Wchodzi z powrotem do pokoju.


Prof. Lucjan - Co się dzieje, co za ptaki?


Mietek  - Jaskółki uwiły sobie gniazdo w rogu i srają, gdzie się da. Będę musiał z nimi porządek zrobić, by tu więcej nie przylatywały. Już drugi rok tak obsrywają .


Adam - Spokojnie Mietek. Spokojnie. Przynajmniej jakieś zajęcie masz. Przychodzisz z roboty, która cię wykańcza i na balonik sobie w dresie wychodzisz z miotełką i szufelką, i sprzątasz dla relaksu.

 
Renata - jak powinno się mówić zamiast „szufelka", czy nie przypadkiem - łopatka?


Jadzia  - Synonimów szufelki jest niemało-:  łopatka , saperka, szpadelek, kopyść, kopystka.


Adam  -  Mnie się najlepiej podoba - szufelka, bo u nas w domu tak się mówiło. Mama wołała - przynieś szufelkę i miotłę albo szczotkę a nie zmiotkę i łopatkę . Łopatka to była do piasku.


Mietek - E, tam gadasz, jak zwał, zwał powiedział malarz do szewca - pocałuj mnie w dupę a nie w tyłek, choć na jedno wychodzi. Proponuję toast za Milkę- (nalewa alkohol...). Sto lat!


Wszyscy - Sto lat!  (profesor na moment wyłącza radio, potem znowu włącza...)


Śpiewają - „Sto lat" i „Niech jej gwiazda..."


Mila  - Dziękuję Wam . Jesteście kochani. Jak miło spotkać się w Waszym gronie. Przepraszam was na chwilę, przyniosę coś gorącego. Czy może ktoś życzy sobie herbatę lub kawę?


Prof. Lucjan - napiłbym się herbaty. I ja - dodaje - jego żona.


Mietek - W takim razie zrób wszystkim.


Iza, podnosi się i mówi - Pomogę ci, Milu.


Mila - Dziękuję , siedź , jesteś gościem. Poradzę sobie.


za - Z przyjemnością ci pomogę. Wychodzi razem z Milą do kuchni.


Robi się gwarno. Adam wychodzi do toalety.


Mariusz, przekrzykując wszystkich - Słuchajcie. „W supermarkecie mąż z żoną przechodzą obok stoiska z bielizną. Żona do męża widząc stringi :
- Kochanie, może kupiłbyś mi taką bieliznę?
- Ależ skąd! Dupę masz jak kombajn i nie będzie to ładnie wyglądać!
Wieczorem leżą razem w łóżku i mąż delikatnie sugeruje żonie, o co mu chodzi:
- Może się troszkę popieścimy? No wiesz...?
Żona:
- Dla takiego jednego, małego kłosika nie będę kombajnu uruchamiać!"

 
Mietek trzyma się za brzuch i śmieje się najgłośniej - cha, cha, chaaa... !

Łapie się za  pasek od spodni, wyciąga go , chce ściągnąć spodnie i mówi -„Chcecie zobaczyć jakiego mam ... kutasa?

 
Edek - chwyta go, sadza na krześle i mówi - Co ty Mieciu, opanuj się , panie tu są ...

 
Mietek , lekko nieprzytomnym wzrokiem rozgląda się dokoła i szepce - przepraszam. Popija wodę mineralną.

 
Mariusz ( jakby nic się nie stało...)  - Albo taki kawał znacie  : „Budzi się facet - kac gigant, obok leży baba.
-kto ty jesteś?
nie pamiętasz, jestem Jola, poznaliśmy się wczoraj przy barze.
- a ile masz lat?
- no wiesz! kobiety się nie pyta o wiek, kobieta ma tyle na ile wygląda.
- kłamiesz, ludzie tak długo nie żyją."

 
Znowu się śmieją.

 
Jadzia - o ten już lepszy bo delikatniejszy. Powiem wam, coś nie lubię kawałów.

Sama  umiem opowiadać tylko jeden.


 Zygmunt - Powiedz, pochwal się. Zobaczymy , czy się zaśmieją...


Jadzia - Nie będę się wygłupiała na życzenie.


Mietek - A kto tu o wygłupianiu mówi. Napij się Jadziu, to ci zaraz trema przejdzie i taki kawał opowiesz,
że wszystkim zaraz co trzeba stanie...

 
Jadzia - Nie przesadzaj z tym stawaniem, bo tak naprawdę ci co tak stale mówią , to mają kłopoty.

 
Mietek - O, Jadzia dzisiaj w medyka się zabawia. To opowiem ci dowcip, od którego się nie zgorszysz :


„Przychodzi baba do lekarza w pończosze na głowie.
- co pani dolega pyta lekarz?
- to jest napad głupku!..." - Śmiech..Adam - A ten słyszeliście? -  „Budzi się facet - kac gigant, obok leży baba.
-Kto ty jesteś? Nie pamiętasz, jestem Jola, poznaliśmy się wczoraj przy barze.
-A ile masz lat?
-No wiesz! kobiety się nie pyta o wiek, kobieta ma tyle na ile wygląda.
-Kłamiesz, ludzie tak długo nie żyją."

 
Mietek - Co ty , stary, przed chwilką ten sam kawał opowiadał Mariusz, sklerozę masz czy co? Gdzie ty byłeś? Pod stołem? A może ci putinówka zaszkodziła? Co z tobą? Uczył wilk razy kilka, ponieśli i wilka...


Wszyscy śmieją się, najgłośniej Mietek.

 
Adam - Sorry. W toalecie byłem, nie słyszałem.


Paulina. A to ciekawe. To się rzadko zdarza, żeby ktoś przy jednym stole ten sam kawał opowiedział.  Niezmiernie to ciekawe. Może to jakaś zapowiedź czegoś nieznanego... co to może być?

 
Edek  - Tylko zaraz tu z numerologią ani horoskopami nie wyskakuj. To zwykłe przeoczenie, przypadek. Ot, co. Tak nazwałbym to. Żadne tam podteksty.


Mietek - Paulinko ! A znasz  mój horoskop na ten tydzień? Spod znaku barana jestem... Wracając do tego faceta z kawału. Niemota jakiś z niego był. Ale się naciął. Za dużo wypił, to i nie zauważył, że mu się maszkara trafiła. Cha, cha, chaaa...! To, jak Paulinko z tym horoskopem?


Paulina - Horoskopów nie stawiam , ale powiem ci jedno - życzę , by ten tydzień przyniósł ci to, czego najbardziej pragniesz, jak uwierzysz w to życzenie, to się spełni.


Mietek - Całuję rączki ...Piękna , Paulinko! Jakaś ty śliczna. ... Inne panie tu obecne też. ... (ręką rozsyła całusy...) Masz piękną żonę, Edziu.

 
Adam- Mieciu, jeszcze trochę wypijesz, to z tobą tak będzie jak z tym gościem od maszkary...


 Mietek - Spokojnie... spokojnie...Patrzcie, prorok się znalazł. Przypomnisz sobie, jak u mnie jutro w ogródku chwasty będziesz wycinał, położysz się pod krzaczkiem i tyle będzie z ciebie pożytku. Myślisz, że za obijanie się będę ci płacił?


Beata - Co ty wygadujesz Mietku? Wytrzyj brodę , sos ci kapie.


Mietek , coraz bardziej podpity, wyciera serwetką brodę i mruczy - Co z tego, niech kapie.


Grażyna (zmienia temat) - „Budzi się facet - kac gigant, obok leży baba.
-Kto ty jesteś? Nie pamiętasz, jestem Jola, poznaliśmy się wczoraj przy barze.
-A ile masz lat?
-No wiesz! kobiety się nie pyta o wiek, kobieta ma tyle na ile wygląda.
-Kłamiesz, ludzie tak długo nie żyją."

 
Konsternacja.

 
Wiesław- Niesamowite. Moja żona kawały opowiada.


Mietek -A ty gdzie byłeś? Przecież ona jako trzecia ten sam kawał opowiada. Raz opowiedział go... Kto go mówił? (rozgląda się ...) , Mariusz mówił, potem... Adam, a przed chwilą  Grażynka.  Kto tu pijany. Chyba nie ja...


Wszyscy ponownie wybuchają śmiechem.


Grażyna - specjalnie opowiedziałam ten sam kawał, bo chciałam zobaczyć, jak zareagujecie... Zaczyna się śmiać. Pozostali dołączają się do tego śmiechu.

 
Jadzia - Nieźle to sobie wymyśliłaś. Jedynie kobieta może na taki pomysł wpaść.

 
Zygmunt - Bo tylko kobiety lubią nas wystawiać na próbę . Eksperymentatorki...Intrygantki. Żartownisie.

 
Mariusz - Wiesiu, jesteś lekarzem, opowiedz jakiś kawał o lekarzach, posłuchamy z pierwszej ręki o tych babach. A zdarzyła ci się taka, przed którą  się rozebrałeś?


Grażyna, uprzedzając Wiesia - Mój mąż nie z tych, on swój zawód traktuje poważnie. Pewnie, że zdarzają się lekarze, którzy sypiają nie tylko z pielęgniarkami ale także z pacjentkami. Z Wieśkiem pracował taki jeden. Co sezon nowa pielęgniarka. Ktoś doniósł żonie. Przyszła niespodziewanie na dyżur, a taki zmyślny był, że na nocki sobie ulubione, dyżurne pielęgniarki dobierał. Więc jak ta żona przyszła, to on w najlepsze urzędował z taką młodą sikstą. A głupi na tyle, że drzwi nie zamknął , to i otworzyła drzwi, a on z taką przysadzistą na biurku harce wyprawia. To żona na ten widok, inna by zemdlała, ale nie ona, chwyciła za taboret i dalejże ich okładać. Tak ich okładała, że pielęgniarce z przodu ząb wybiła, a on na tydzień musiał zwolnienie wziąć, tak go stłukła, że całą twarz w  sińcach miał. W końcu kobieta z rozmachem taboret przez okno wyrzuciła. Huk był straszny. W nocy się rozlegało, jak nie wiem co, bo okno zamknięte było i szyba się potłukła.  Cały szpital niemal się zleciał na to widowisko. Dobrze dziadu zrobiła. Powiedz coś ..., uderza łokciem męża, zachęcając go do wypowiedzi.


Wiesław - Grażynka mówi prawdę. Tak jest. Co tu dużo mówić . Dla mnie pacjent czy pacjentka to tylko pacjent. Mam leczyć i nic innego do głowy mi nie przychodzi. A kawały niech sobie wymyślają inni.


Prof. Lucjan - Podpisuję się pod tym . Każdy niech robi to, co uważa za słuszne.


Inżynier niech projektuje. Murarz niech buduje. A lekarz niech leczy. Twoje zdrowie - Wiesiu.

 
Wiesław - Zdrowie! Twoje też i szanownej małżonki, również...

 
Renata - Dziękuję .

 
Mietek -Wiesiu, prawdę mówiła twoja połowica o tym lekarzu? Aż mnie dreszcze przeszły, co by było, gdyby mnie się coś takiego wydarzyło. Ten to jucha miał dobrze! To, Wiesiu, pod tego lekarza - niech go żona więcej nie nakryje...  (Wychyla trunek...) -  Do dna , Wiesiu, do dna...


Renata - Przepraszam, pójdę na papieroska na balkon.


Prof. Lucjan - Idę z Tobą . Narzuca jej szal na ramiona. Wychodzą .


Edek - To... coś na rozweselenie, po tym mrocznym zakończeniu -

„Lekarz pyta pielęgniarkę:
-Jak czuje się pacjent spod ósemki?
-Lepiej. Dziś rano zaczął mówić."
-No i co powiedział?
-Powiedział, że czuje się znacznie gorzej...

 
Mietek - Eee... Edziu, mroczny coś ten twój kawał.


Do salonu wchodzi Emilia z Izą. Jedna ma na półmisku - gorące danie włoskie, druga na tacy herbatę w szklankach. Lucjan z żoną wracają z balkonu


Koniec sceny drugiej Aktu drugiego . . . Cdn.  Zapraszam do : krystynar.bloog.pl  - Christina. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 18 stycznia 2010 11:23













Akt drugi, scena pierwsza

 

Jako pierwsi wchodzą  Gondkowie -Edward - mechanik samochodowy z żoną Pauliną.

Zaraz za nimi pojawiają się -  prof. Lucjan z żoną dziennikarką - Renatą.

Witają się po kolei z wszystkimi...

Chwilę potem ponownie dzwonek  i nowi goście:

Jadwiga nauczycielka i jej mąż Zygmunt, inżynier

oraz Irena śpiewaczka z mężem muzykiem Robertem.

Jako ostatni pojawili się  - Grażyna, nauczycielka z mężem Wiesławem - lekarzem.

 Dobry wieczór ...(niemal chórem powiedzieli wchodzący).

Emilia - witajcie!

Paulina wręcza jej pięknie opakowane pudełeczko, a Edward - bukiet kwiatów.

Witają się z Mietkiem.

To samo powtarzają - Renata i profesor Lucjan, który po wręczeniu kwiatów solenizantce,

podaje książkę Mietkowi.

Prof.. Lucjan - A to dla ciebie, Mietku, wreszcie mnie wydali, daje mu swoje kolejne wydanie naukowej książki.

Mietek - O, o, o! - popatrz, nareszcie znaleźli pieniądze, skunksy, tak skąpią jakby to były ich prywatne. Napracujesz się, zespół zaangażujesz, asystentów podkarmiasz , by szybciej ci wykazy przygotowywali, a oni gdzieś mają naukę. Ale, co ty mi tu ksiązki znosisz, stary, mam ich całe stosy i już patrzeć na nie mogę... Zajrzę do niej, zajrzę , zobaczę, co tam wymyśliłeś nowego. Odkłada książkę na półkę.

Emilia - Rozgośćcie się, może Renia z Lucjanem tu, a wy - Paulinko, z Edziem usiądźcie koło

Beatki i Adasia. Adasiu, przesuńcie się może o jedno miejsce dalej...

Paulina - Ładnie tu u was. Coś się zmieniło. Już wiem. Poprzestawiane są meble - kanapa stała tam... Chyba zrobiło się więcej miejsca...?

Mietek - E, tam , mówisz, tak samo jak było, z tym miejscem... to nic go więcej. Macha ręką, zniechęcony tematem i dodaje  - nowy pomysł mojej Milki.

No, nie? ... Mila, lubisz zmiany i nie liczysz się z mężem, który takich zmian nie lubi.

Edward - Kobiety kochają piękno to i wprowadzają takie innowacje w domach, mi to nie przeszkadza, nie tak dawno moja Paulinka fikuśnie zawiesiła firanki w sypialni i bardzo mi się to podoba. (tuli się do żony, łapie ją za kolano......)

Mietek - I pewnie od tego bardziej ci się chce...?

Emilia - Tobie tylko jedno w głowie. Zajmij się trunkami.

Mietek, nalewając koniak ...  A niby co robię?

Renata - Za koniak dziękuję.

Mietek - A to dlaczego, zawsze go piłaś, mówiłaś, że po nim zawsze jesteś pewniejsza siebie.

Renata - Co ty, tak mówiłam?  Nie przypominam sobie.

Mietek - To czego napijesz się ?

Renata - Wina.

Mietek - Poczekaj moment, najpierw dla mej lubej nastawię piosenkę ...

(Po chwili z głośnika „płynie piosenka francuska...)

Adam - Niezła ta piosenka...

Mietek, zmieniając butelki, proszę bardzo - białe czy czerwone?

Renata - Czerwone.

Prof.  Lucjan - Nie powinnaś nawet wina dzisiaj pić.

Mietek - A dlaczego to?

Renata - Antybiotyk biorę, nic się nie stanie, jeżeli wina trochę wypiję

Mietek -A... co się stało? Nie wyglądasz na chorą.

Renata - Bo to już końcówka choroby, takie tam babskie sprawy...

Mietek - Patrzcie, babskie sprawy... śmieje się pod nosem.

Adam - Ta wasza rozmowa przypomniała mi taki kawał -

„Lekarz pyta pielęgniarkę:
-Jak czuje się pacjent spod ósemki?
-Lepiej. Dziś rano zaczął mówić.
-No i co powiedział?
-Powiedział, że czuje się znacznie gorzej..."

Wszyscy się śmieją .

Mietek - to ja wam powiem taki -

„Przychodzi facet do lekarza. Wyjmuje swój "interes" cały poobijany, spuchnięty, zakrwawiony. Lekarz pyta:
- Jezus Maria, kto pana tak urządził?
- Ja sam.
- Czemu? I jak?
- Jestem masochistą. Normalnie, kładę interes na kowadle i walę, ile sił młotkiem.
- A kiedy ma pan w tym przyjemność?
- Jak nie trafię."

Słychać śmiech...

Beata - Co ty, Mieciu,  takie nieprzyzwoite dowcipy opowiadasz?

Mietek - Patrzcie, cnotka się znalazła po o ostatnim razie, słuchaj, a może ty na radio Maryja przeszłaś i ojcu przełożonemu pieniądze dla antysemitów wysyłasz, i moherowe berety nosisz, zdaje mi się, że coś takiego miałaś na głowie, gdy do nas dziś wchodziłaś?

Emilia - Nie słuchaj go, jemu coś ostatnio wszystko już się pokręciło, niedługo na białe powie, że to czarne i odwrotnie.

Beata - Ma szczęście, że przez ciebie - to rodzina, bo już by mnie tu nie było... i ze śmiechem... Mieciu, czy na pustyni nie jesteś przypadkiem? Najwyraźniej fatamorganę widzisz. Sam odkładałeś mój kapelusz do szafy, żeby się nie pogniótł. W kapeluszu - przyszłam, nie inaczej.

Mietek - Żartowałem Beatko. A zachowałaś się z tym kapeluszem jak Nelli Rokita

w samolocie. Adam, przypadkiem Jankiem Rokitą nie jesteś? Dobre sobie... Niezły

 z niego safanduła.

Paulina - A mnie się Rokita podoba. Z miłości do żony zrezygnował z polityki.

Prof. Lucjan - Wyczynem to żadnym nie jest, żonę można kochać, a swoją pasję należy kontynuować. Zabrakło mu odpowiedzialności.

Mietek - Dobrze mówisz, facet powinien być facetem a nie mięczakiem, a on co robi? Płacze w samolocie, zachował się jak baba a nie mężczyzna.

Beata - Dlaczego kobiety nazywasz tak nieładnie - babami?

Mietek -  To nie wiesz dlaczego? Z góralska. A w kawałach  to niby jak?

„Przychodzi baba do lekarza w pończosze na głowie.
- co pani dolega pyta lekarz?
- to jest napad głupku!..."

(Wszyscy śmieją się ... Gospodyni zachęca, by jedli...)

Emilia -  Częstujcie się . Zaraz podam na gorąco. Poczekamy na Grażynę i Wiesława.

Renata - Ach, widzę prawdziwki w occie! Sama robiłaś?

Emilia  - Nie,  byliśmy dawno na grzybach,  kuzynka ze wsi mi je przywiozła.

Adam -„ Mąż z żoną jedzą obiad. Mąż mówi:
- Te grzybki są wyśmienite! Skąd wzięłaś na nie przepis?
- Z jakiejś powieści kryminalnej."
Mietek - to ja znam lepszy dowcip :
„Mąż na łożu śmierci wyznaje żonie swój życiowy sekret:
-Przez 20 lat Cię zdradzałem
Żona:
-A ty myślisz, że ja bym Cię tak bez powodu otruła?"
Adam do Mietka : to uważaj, żeby z tobą tak się nie stało...
(Wesoło  zrobiło się po tym wyznaniu...)
Jadzia ... Widać miała powód, że go otruła.
Jakby powodu nie było, to by nie otruła.
Jej mąż - Zygmunt - Nie ma to jak logika... i kobieca perfidia...
Moja małżonka.. O, dziwo, logicznie myśli...
Jadzia - A dlaczego nie? Czy kobiety nie są lepsze od mężczyzn?
Zygmunt - Od kiedy to?
Jadzia - Od zawsze!
Zygmunt - I wytrzymaj tu z taką ... 
Emilia - Przestańcie. Zdaje mi się , że słyszałam dzwonek...
To pewnie Grażynka i Wiesiu.... 
Irena...Zawsze u was świetnie się bawię .
Robert - ja też!
Koniec sceny drugiej aktu pierwszego.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

...

czwartek, 24 grudnia 2009 1:27





...

Tu także zarządziłam świąteczną przerwę...









Wesołych Świąt  !
Niech te
Święta przyniosą wytchnienie i radość ! - Krystyna



'649'




***
Wiemy przecież,
że dobrze się stało...
Na świat przyszło
wyjątkowe Dziecię,
byśmy mogli, 
żyć wiecznie...




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 30 listopada 2009 23:27






 

 





Akt I... Scena trzecia...

 

Dzwonek do drzwi. Jako pierwsi przychodzi brat pani domu, Adam z żoną  Beatą...
Potem kolejno wchodzą jednocześnie - Gondkowie i mechanik samochodowy z żoną Pauliną.
Chwilę później pojawiają się - Drugi prof. Lucjan z żoną Renatą , dziennikarką.
Za nimi wchodzą - Jadwiga, nauczycielka i jej mąż Zygmunt, inżynier.
Krótko po nich - Irena - śpiewaczka z mężem muzykiem - Robertem.
Jakio ostatni przychodzą - Grażyna, nauczycielka i jej mąż lekarz - Wiesław.
Słychać francuską piosenkę... Zaczyna się przyjęcie imieninowe...








Słychać przeciągły dzwonek...

Marek otwiera drzwi.

- O, ciocia i wujek...Prosimy, prosimy.

Muska ciocię w policzek, wujkowi podaje rękę.

Adam (brat pani domu)  - Coś się tak wygalantował jak szczur na odsłonięcie kanału?

...Muszka i czerwona koszula...? Czy to z okazji imienin mamy?

Marek - I tak i nie... Zaraz wychodzę , kumpel się ożenił, idę na wesele.

Ciocia Beata - To z pewnością podbijesz niejedno serce panienki...

taki przystojny...

Adam  ze śmiechem - ... i wygalantowany...

Dorota , całując ciocię i wujka... - nie ma szans na podryw, idzie z Iloną.

Beata - to Ilonkę zabierasz ze sobą?

Profesor Mietek - a z kim ma iść jak nie z nią , przecież oprowadza się z nią już cztery lata... białe małżeństwo... (mruczy pod nosem).

Adam - a nasza Dorotka jaka  śliczna...( patrzy na nią z podziwem.) Udała mi się siostrzenica.

Mietek - A co miała się nie udać . Chłopaki za nią aż sikają...

Dorota - Tato, co ty? Nie możesz inaczej?

Mietek - Nie mogę. O której to wróciłaś wczoraj? Widziałem, jak obściskiwałaś się wczoraj pod drzwiami. Mało ci było wcześniej? Świętoszkę udaje...

Adam - zostaw dziewczynę w spokoju, ma swoje lata.

Mietek - Jakie lata, mleko jeszcze pod nosem nie wyschło, a tu gzić mi się będzie z takim , co to grosza przy dupie nie ma...

Beata - Mieciu, ty zaraz tak materialistycznie do wszystkiego podchodzisz...Młodość ma swoje prawa. Zapomniałeś, jak to było?

Mietek - E, tam... Macha ręką.

Dorota - Tato głupoty wygaduje, a goście stoją ...

Beata - zaraz usiądziemy , kochanie. Naprawdę, pięknie dziś wyglądasz. Zobacz, co ci przyniosłam.

Beata - Dziękuję ciociu. Jaka śliczna bransoletka. Cudowna!

Mietek - Pieniędzy za dużo masz? Dziewczynę mi rozpuszczasz...

Beata - Co ty, Mieciu, wygadujesz, przecież to moja chrześnica...

Adam - I moja!

Łapie i całuje chrześniaczkę .

Dorota , ze śmiechem -  Kocham was...

Adam - A moja siostra gdzie?

Mietek - jak to gdzie? W łazience pewnie znowu robi się na bóstwo, dziś co chwilę przegląda się w lustrze.

Marek - Jak zwykle przesadzasz tato. Znając mamę , to przeciera kafelki, bo goście przychodzą ...

Z łazienki wychodzi Emilia. Wita się z bratem i bratową ...

Emilia - Jak dobrze, że przyszliście jako pierwsi. Beaciu, udekorujesz mi tort,
bo nie zdążyłam? Ale to dopiero później, jak kawa się będzie parzyła.
Najpierw podam lody a wcześniej przekąski i coś na gorąco.

Adam - Dobrze, dobrze, ale najpierw złożymy ci życzenia. Wszystkiego najlepszego ... Siostro! Niech ci się dobrze powodzi i bądź zdrowa, a od tego tu , pokazuje na Mietka, wyciągnij , ile się da...Wręcza bukiet kwiatów.

Mietek , burkliwie - Jeszcze czego...

Beata - Kochana Emilciu, niech słoneczko zagląda do ciebie każdego dnia, jak najmniej kłopotów a dużo radości ... jeszcze to...Wręcza sporych rozmiarów paczkę obwiązaną szeroką, czerwoną wstążką .

Emilia - co to takiego? Jakie ciężkie? Otworzę przy gościach.

Mietek - żeby się pochwalić...

Beata - Co ty Mieciu, nie wiesz, że to taki zwyczaj?

Adam , daj Emilko, odstawię to , bo jeszcze stłuczesz. Odstawia paczkę na bok...

Mietek - Znowu jakieś szkło ? Mało tu tego tałatajstwa? Obrócić się nie ma gdzie, wszystko pod nogami się plącze. Jeszcze jeden prezent przechodni...

Adam i Beata spoglądają na siebie wymownie...

Emilia - Mieciu, ty znowu swoje, tego prezentu nikt nie dostanie, a co by nie było, zawsze się przyda, zwłaszcza szkło.

Mietek - Pewnie, pewnie - wazony, wazoniki, kieliszki i inne duperele...Jakbyś tego mało miała...

Emilka - A, żebyś wiedział...

Beata - To nie wazon ani kieliszki.

Mietek -  To co?

Beata - serwis, nowoczesny  serwis obiadowy ze specjalnym wzorem.

Adam - Dobrej firmy. Co mieliśmy kupić , jak wszystko macie?

Mietek - Serwisy też mamy. Ile mamy serwisów Emilko?

Emilia - Trzy tylko... Ten też się przyda, bo każdy ma inne przeznaczenie...

Marek - Ciociu, wujku -żegnam , wychodzę . Do widzenia wszystkim!

Emilia - Baw się dobrze chłopcze!

Marek - Dzięki mamuś. Wychodzi, ale po chwili wraca i woła od progu -

Dorotka, może cię podwieźć do koleżanki? Gotowa jesteś ?

Dorota - Gotowa. Całe szczęście , że sobie o mnie przypomniałeś. Żegna się ze wszystkimi, po kolei cmokając w policzki...

Wychodzą .

Mietek - Młodzi na zabawę , a starzy w kapciach przy stole...

Adam - Stary, a ty, co byś chciał?

Mietek - Też bym chciał się zabawić, najlepiej z jakąś młódką .

Adam - Oj, ty zbereźniku jeden, lepszego nic nie możesz wymyślić? Patrzcie, młódki mu się zachciewa...Słyszysz - siostra?

Emilia - Słyszę , słyszę ...mocny tylko w języku, a jak co do czego przyjdzie, to już nie taki...

Beata  -  W starym piecu diabeł pali, licho nie śpi...

Mietek  -  Siadajcie wreszcie. Siadają na kanapie.

Mietek - Co pijecie?

Adam  - W barku widzę jak zawsze duży asortyment...Trudno się zdecydować...

Mietek - Nie tak dawno jak przedwczoraj wchodzi student, który wrócił ze stypendium z Ameryki i wyciąga duże pudło. „To dla pana, panie psorze" , mówi przejęty.. Wiecie co tam było? Pięciolitrowa butla koniaku. Nie zmieściła się w barku stoi obok.

Beata - Rzeczywiście , wcześniej nie zauważyłam.

Adam - Szwagier, to jak już chcesz częstować , to nalej kieliszeczek czystej.

Mietek - Tobie , co nalać Beatko?

Beata -  Zrób mi taką Margeritę jak kiedyś.

Mietek, zwracając się do żony - A tobie, kochanie?

Emilia - poproszę o gin.

Mietek - wszystko wedle życzenia...





Nude Bodypainting Hope
 



Beata - Rozglądam się , rozglądam i widzę zmiany. Na ścianie nowy obraz.

Jaki kolorowy. Podoba mi się .

Mietek - to mój ostatni nabytek. Kupiłem w Paryżu na aukcji.

Adam - Jak ty go przywiozłeś? Taki duży...

Mietek -  W przyczepie.

Beata - Pewnie kosztował krocie...?

Mietek - Tani nie był... Jak Margerita, Beatko?

Beata - Wyśmienita.

Mietek - to cieszę się . Wychyla toast z Adamem.

Adam - znacie kawał o kacu?

„Budzi się facet - kac gigant, obok leży baba.
-kto ty jesteś?
nie pamiętasz, jestem Jola, poznaliśmy się wczoraj przy barze.
-a ile masz lat?
-no, wiesz! kobiety się nie pyta o wiek, kobieta ma tyle na ile wygląda.
-kłamiesz, ludzie tak długo nie żyją."

Mietek - ha, ha...

Panie wychodzą do kuchni...

Mietek - Ja znam taki -

„Mąż z żoną jedzą obiad. Mąż mówi:
- Te grzybki są wyśmienite! Skąd wzięłaś na nie przepis?
- Z jakiejś powieści kryminalnej."

Tylko uważaj, jeszcze nas te dwie dzisiaj otrują ...

Adam - to nalej na odtrutkę po jednym...

 

Koniec aktu I, sceny trzeciej...







Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Akt pierwszy, scena druga...

sobota, 24 października 2009 23:51
Akt pierwszy , scena druga.

Ten sam pokój w mieszkaniu gospodarzy.

Osoby : Profesor Mietek, jego żona Emilia, ich syn Marek, i córka Dorota








 

Profesor Mietek odkłada gazetę,  podnosi się z kanapy i poprawiając pasek w spodniach, zwraca się  do żony - Milko, a gdzie te róże, które ci przyniosłem?

Emilia -Nie zmieściły się w wazonie , to stoją we wiaderku w kuchni pod oknem bo tam chłodniej to i dłużej postoją.


Mietek - coś podobnego ...To ja ci kupiłem 50  róż , a ty je w kuchni do wiadra wrzucasz. Ty wiesz , ile mnie te róże kosztowały?


Emilia, a czy kazałam , byś mi tyle róż kupował?


Mietek - Wczoraj miałaś urodziny, dziś masz imieniny, to jak miałem nie kupować. Nie kupisz - źle, kupisz też źle... Do siebie pod nosem - I kto te głupie baby zrozumie...

Weź te kwiaty przełóż do tego dużego dzbana, który stoi na tarasie i postaw tu w salonie.


Ze swego pokoju wychodzi syn...


Marek - O, tata najwyraźniej chce, żeby goście zobaczyli, jaki hojny dla żony, a na co dzień to mamie wylicza i narzeka, że drogie ciuchy kupuje.


Mietek - Cicho bądź smarkaczu, patrzcie , mądrala się znalazł. Nie dość , że człowiek karmi, na wszystko daje pieniądze, hulaj dusza piekła nie ma, to on na ojca głos podnosi, zasraniec jeden... Ja w Twoim wieku już dawno nie byłem na utrzymaniu rodziców, ze wsi wyjechałem do miasta jak miałem 16 lat i cały czas się tułałem z jednego internatu do drugiego i musiałem sam na siebie zarobić pieniądze.


Marek - Już to widzę . Akurat. Pewnie ojca wyrzucali i przenosili za złe zachowanie, że ciągle internaty zmieniał. A i z tą pracą to lipa.


Profesor - Jaka lipa? Pojęcia nie masz, jak tyrałem. Popołudniami do portu chodziłem


i cebulę przebierałem, a potem ledwo na razowy chleb i margarynę starczyło.


Marek - to widać i robota ojcu nie szła, jeśli tak mało zarobił.


W drzwiach staje Dorota.


Dorota - Wstydu nie macie! Przestańcie się wydzierać. Mama ma imieniny, a wy tu cyrki urządzacie. Niech tata wydziera się na swoich studentów, a w domu zachowa spokój. Co sąsiedzi pomyślą. Wstyd ludziom na oczy się pokazać po takich krzykach. Okna pootwierane, to się niesie, potem baby plotkują, że profesor a taki niewychowany.


Profesor - Uspokój się mała. My tu taką męską scenkę odgrywamy...


Dorota ładna mi scenka, że uszy puchną od waszych krzyków. Zaraz goście a tu taki majdan.


Marek - Jaki majdan, jaki majdan? To przecież rozmowa ojca z synem. Wiesz co to jest majdan? To duży tobołek


Dorota -  pewnie , że tobołek a raczej tobół. A co jest w tobole? - Różne bez ładu i składu rzeczy, to niby ta wasza rozmowa taka nie jest? Puknij się w głowę, mądralo...


Ładna mi rozmowa.


Marek podenerwowany - sama się puknij... Coś się tak ubrała jak szczur na otwarcie kanału? W tej miniówie wyglądasz jak pierwsza lepsza spod latarni.


Profesor - Ani pierwsza, ani lepsza tylko twoja siostra, nie mów tak do niej.


Marek - To niech tata spojrzy , jak się ubrała smarkula.


Profesor - A jak miała się ubrać, tak teraz dziewczyny się noszą.


Marek - A noszą się , noszą . Nawet się ojciec nie spostrzeże jak gacha do domu przyprowadzi i z wypchanym brzuchem po osiedlu zacznie chodzić.


Dorota - Ale ty głupi jesteś, popatrz na siebie z kim się oprowadzasz...


Emilia wchodzi do pokoju z tacą owoców, które ustawia na stole.


Emilia - Czy w tym domu nigdy nie będzie spokoju? Musicie się tak o wszystko kłócić?


Jeszcze trochę a się rozpłaczę... Zawsze popsujecie mi każdą radość i uroczystość. Zawsze tak samo. Nie zapominajcie - jesteście rodziną. Jesteście rodziną.


Marek , mruczy pod nosem - Ładna mi rodzina.


Dorota rzuca się matce na szyję, porozumiewawczo mrugając do ojca.


Dorota - już dobrze mamuś, już dobrze, będziemy cicho .


Marek - Będziemy cicho, powtarza ironicznie.


Emilka zwraca się do męża - Mieciu, nastaw jeszcze raz tę samą płytę, bardzo ją lubię.


Marek - dyskietkę , mamo, dyskietkę. Wychodzi z pokoju.


Profesor ponownie włącza odtwarzacz...







Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Popisy Sylena...

wtorek, 08 września 2009 1:12

  
    




           

 jarzebina-kiść owoców





 
Farsa o pewnych imieninach... Bez tytułu

 

 

Motto: „ ... ty nieszczęsna, efemeryczna istoto, lepiej dla ciebie, żebyś nic nie wiedział, nie narodził się, nie był, a gdy już zaistniejesz, to najlepsze dla ciebie, byś jak najszybciej umarł."

 

 

Akcja dzieje się w mieszkaniu w bloku dużego miasta.


 

Osoby :

 

Gospodarz domu Mietek, zwany przez znajomych Sylenem ( ...z mitologii greckiej - Sylen był głównym satyrem. Satyra kojarzono z męskim popędem seksualnym. Miał silną budowę ciała, górną ludzką, dolną zwierzęcą, budził odrazę swymi zmierzwionymi włosami, płaskim nosem i spiczastymi uszami. Na wazach greckich przedstawiano go

z wyolbrzymionym członkiem w stanie erekcji) albo profesorem, bo taki tytuł posiadał

i był kierownikiem jednego z wydziałów znanej uczelni.

 

Jego żona Emilia, którą nazywano - Milą lub Milką, dyrektorka ważnego wydziału

w urzędzie miasta, o wyjątkowo pięknej twarzy i dużych niebieskich oczach.

 

Ich syn - Marek, student ostatniego roku politologii

i córka - Dorota, wyjątkowo miła dziewczyna, uczennica ostatniej klasy liceum.

 

Brat pani domu -  Adam  i jej  bratowa - Beata. Oboje prowadzą hurtownię spożywczą.

 

Goście -

 

Małżeństwo - Gondków - Iza i Mariusz, właściciele dużej posiadłości ziemskiej,

z zawodu lekarze.

 

Edek, mechanik samochodowy i jego żona Paulina, wyjątkowo spokojna kobieta

 

Jadwiga, nauczycielka, bardzo żywiołowa i jej mąż Zygmunt, wszystkowiedzący inżynier.

 

Grażyna, bardzo wygadana,  też nauczycielka i jej mąż Wiesław , lekarz.

 

Drugi profesor - Lucjan z dwadzieścia lat młodszą trzecią żoną , Renatą , dziennikarką.

Muzyk Robert z żoną - Iwoną, śpiewaczką.  







 

 

Akt I

Scena pierwsza

Pokój gościnny w miarę nowocześnie urządzony, kilka drogocennych bibelotów,

na ścianach dzieła sztuki, komoda z lustrem, na niej wazony z kwiatami, zdjęcia

i świecznik, biblioteczka, kwiaty w dużych donicach pod oknem, kanapa, przykryta narzutą, duży stół i krzesła, telewizor. Słychać dyskretną muzykę z radia...

 

Profesor siedzi na kanapie i czyta gazetę. Dzwonek do drzwi. Ponownie głos dzwonka odzywa się długim sygnałem.

Zrywa się z kanapy  z okrzykiem.

 

Profesor:

 

 - kurwa, tyle was tu jest i nikt drzwi nie podejdzie. Otwiera je z rozmachem i mówi :

 

a, to restauracja przyszła ...

(odbiera półmiski z rybą) .

Gdzie jesteś Mila, nie mam czterech rąk?!

Nie dość, że nie musi przygotować jak inne kobiety, to jeszcze jej nie ma, gdy potrzebna.

 

Posłaniec:

Proszę nie denerwować się, potrzymam.

 

Ze swego pokoju wybiega córka z okrzykiem :

 

Co się dzieje tato, co tak krzyczysz?

Profesor : darmozjady jedne, jak do pomocy to nie ma nikogo, ale ojca za portfel ciągnąć, ile się da, to jedyne co potrafią, kurwa, mruczy pod nosem.

 

Po chwili syn  wybiega za ojcem do salonu z pretensją .

 

Syn:

Czy w tym domu nigdy spokoju nie będzie, czy ojciec nie może inaczej, nawet popracować nie ma kiedy.

Profesor, układając półmiski, półgłosem wygłasza monolog :

widzicie go, ojcu uwagi czyni, akurat pracuje, pornosy ogląda i dziwki szuka, to ja nie wiem...

 

Syn :

To chyba ojciec tak robi...

 

Profesor :

Ja? zwariował skubany... zapomniałeś, że nie znam się na obsłudze komputerów?

Za moich czasów takich dobrobytów nie było. Do Ameryki musiałem jechać, by na studia zarobić.

 

Syn :

Ale teraz przecież w domu siedzisz więc mógłbyś się nauczyć, bo to wstyd dla ciebie, że nie potrafisz z komputerem się obchodzić.

 

Profesor:

Cicho siedź , od tego mam studentów i adiunktów.

 

Córka :

Których wykorzystujesz!

 

Profesor :

 A co ty myślisz ze mną było inaczej? Byłem parobkiem u swego profesora

i gębę trzymałem na kłódkę, nie tak jak teraz z profesorem za pan brat...  

 

Córka:

Co nie znaczy, że tak samo musi być, czasy się zmieniły, profesor taki sam człowiek jak inny. Nie ma lepszych i gorszych.

 

Profesor:

Mądralińska się odezwała, widzicie ją , ale zaraz do mnie przyjdzie ta żmijka osowata i poprosi tatulka o 500 złotych na spódnicę , 200 zł na kosmetyki, tyle samo na fryzjera i jeszcze na drobne wydatki. Na trzy dni pojechaliśmy z mamą do Krakowa, wszystko w lodówce było, wystarczyłoby podgrzać , ale oni nie, do restauracyjki ich gnało, dostaliście po dwieście złotych na dzień i jeszcze długi porobiliście, za dobrze macie, ojca nie szanujecie.

 

Syn:

a jak mamy szanować, gdy tak odzywasz się do nas , tato...  

Do pokoju wchodzi Mila. Była w łazience, zmieniała strój domowy na wizytowy.

 

Profesor do niej

- długo ta twoja toaleta trwała, dłużej nie mogła trwać, a tu zostało jeszcze tyle roboty.

 

Mila :

Jakiej roboty. Dorotko przynieś salaterki z sałatką postaw na komodzie, bo na stole już miejsca nie ma, a ty, Mieciu zmień krawat, bo na tym masz  plamkę.

 

Profesor, niezadowolony :

a kto tam będzie się przyglądał...

 

Żona podaje mu nowy krawat.

 

Mila :

Zapomniałeś , kto zawsze chwali twoje krawaty, że takie piękne?

 

Profesor:

Sklerozy nie mam , wiadomo Jadzia. Jedyna miła kobieta, którą znam,

pracowita i porządna. Nie ma łatwego życia z tym jej Zygą, ale się nie daje i dobrze, potrafi mu przysolić jak trzeba, skurczybyk jeden,  do władzy się dobrał , wielki mi ważniak z niego i jeszcze taka żona mu się trafiła. Niektórzy to szczęście mają.

 

Mila : Jak możesz, Mieciu, to taki porządny człowiek i dobry mąż. Pozwala Jadzi na wiele. Widziałeś , ile ma strojów różnych, w szafach się nie mieszczą . Ty mnie tak nie rozpieszczasz.

 

Profesor:

Jeszcze tego by brakowało. Dać kurze grzędę , wyżej siądzie . I tobie jeszcze czegoś brakuje? Jadzia tyle za granicę nie wyjeżdża i dwa razy w tygodniu do fryzjera nie pędzi, do kosmetyczki nie chodzi, w domu wszystko porobi, nie jak ty, że dania

z najlepszej restauracji zamawiasz.

 

Mila:

Co ty wygadujesz, to nie ja, to ty chcesz zaszpanować, że stać cię na takie życie.

Zresztą wiesz , do której pracuję, ledwo dziś się wyrwałam. W domu nie pomagasz tylko rozkazujesz i ciągle czepiasz się dzieci albo mnie. Dłużej tego nie wytrzymam.

 

Profesor:

To sobie przygruchaj tego Zygę , to będziesz wiedziała,  jak to jest od pierwszego do pierwszego. A niby to Jadzia do pracy nie chodzi ? I ze wszystkim sobie radzi.

 

Mila (zaczyna popłakiwać):

Wszystko widzisz

w krzywym zwierciadle. Ile oni nacierpieli się w życiu, sam dobrze wiesz. Oboje zasługują na wyróżnienie.

 

Profesor, stawia na stoliku - barku butelki z alkoholem. 

Zakochałaś się w nim czy co? Niezły  z niego buhaj.

 

Syn ( który na chwilę wyszedł i z powrotem wszedł do pokoju, kierując się do biblioteczki):

 

Wstydziłby się tata o niby przyjaciołach takie rzeczy wygadywać.

 

Profesor:

Jajo uczy kurę. Będziesz miał tyle lat co ja, to zrozumiesz, że w każdym diabeł się kryje.

Modli się taki pod figurą , a diabła ma za skórą.

 

Mila : Nie masz racji, Mieciu ...

 

I do syna:

Tata dziś podenerwowany, bo chcieli go oszukać w wydawnictwie i z emocji wygaduje , co mu ślina na język przyniesie, w rzeczywistości nie jest tak źle, jakby wydawać się mogło.

 

Syn, wychodząc, mruczy pod nosem :

Dajmy na to. Jeszcze niedługo usłyszę , że ojciec to Platon...

 

Mila : Platon to nie , ale należy mu się szacunek, bo was utrzymuje.

 

Syn (cofając się o krok) :

Szacunek za pieniądze czyli rodzinna prostytucja. Dziedziczne zło, żeby tylko mnie nie pozostało w udziale. Te napady gniewu u ojca są niszczące jak tornado...(wybucha śmiechem i znika w swoim pokoju).

 

Profesor sam do siebie:

 

Nie zmieniam butów, zostanę w laczkach, wyglądają jak sandały.

 

Siada na kanapie, włącza telewizor.

Mila z Dorotą wygładzają wszystko co gotowe i wychodzą do kuchni...

 

Kurtyna...


 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  7 716  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Jestem - miłośniczką poezji,literatury, historii sztuki, muzyki
i wszelkich sztuk pięknych... Kocham ludzi, przyrodę, a nade wszystko Stwórcę tego wszystkiego... Krystyna
Moje imiona blogowe to Laura, Ais, Christine, Krysta.
Zapraszam do czytania moich blogów.

O moim bloogu

Sztuka teatralna. Farsa. Przyjęcie imieninowe...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 7716
Wpisy
  • liczba: 11
  • komentarze: 137
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2903 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl